Polscy rewolucjoniści to też tradycja niepodległościowa

Ważny wywiad na temat udziału Polaków w Rewolucji Październikowej ukazał się na łamach tygodnika "Przegląd". Prof. Andrzej Andrusiewicz w podsumowaniu swojej wypowiedzi: "Bez względu na interpretacje tamtej epoki jedno jest pewne: Polacy biorący udział w rewolucji październikowej są znaczącą częścią polskiej tradycji niepodległościowej. I tego nie jest w stanie wymazać żadna polityka historyczna".



Historyk zwrócił m.in. uwagę na liczny udział Polaków w CzeKa, która 20 grudnia obchodziła swoje 100-lecie: "Ocenia się, że ponad 400 Polaków działało w WCzK (Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem) i GPU (Państwowym Zarządzie Politycznym przy Ludowym Komisariacie Spraw Wewnętrznych Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej)".

JCK

Cały wywiad: https://www.tygodnikprzeglad.pl/nie-tylko-dzierzynski/

Donbas wybiera wolność, Galicja dobrobyt

Ciekawa mapa Ukrainy, która w znacznym stopniu wyjaśnia, dlaczego powstanie przeciwko oligarchicznemu puczowi w 2014 r. powiodło się właśnie w Donbasie. Otóż z badania opinii publicznej na temat stosunku do praw człowieka przeprowadzonego w listopadzie na Ukrainie na zlecenie ONZ wynika, że na terytorium Donbasu najsilniejsze są nastroje wolnościowe. Na przeciwległym biegunie znajduje się Ukraina Zachodnia, której mieszkańcy preferują dobrobyt materialny.



Na obszarze Donbasu prawie 55 proc. respondentów zadeklarowało, że wyżej ceni wolność niż dobrobyt. W pozostałych obwodach Ukrainy Wschodniej uważa tak 42 proc. Natomiast na Ukrainie Zachodniej aż 48,5 proc. mieszkańców gotowych jest poświęcić wolność osobistą dla dobrobytu.

Co ciekawe, na Ukrainie Centralnej najwięcej osób pozostaje niezdecydowanych w tej kwestii - aż 48,7 proc. respondentów wybrało odpowiedź "trudno powiedzieć". Znacznie mniej wolnościowe nastroje niż na Wschodzie panują na bliskiej mu kulturowo Ukrainie Południowej (z Odessą). Aż 38 proc. preferuje tam dobrobyt ponad wolność i prawa człowieka, przeciwnego zdanie jest jedynie 24,8 proc.

JCK

Zobacz więcej: https://humanrights.org.ua/material/tretina_ukrajinciv_gotovi_vidmovitisja_vid_prav_zaradi_dobrobutu__opituvannja

Od Kolumba do Himmlera

Polecam bardzo ciekawy artykuł na temat porażającej skali ludobójstwa dokonanego przez zachodnich Europejczyków w Amerykach. Niestety, tylko po rosyjsku. Spośród wielu poruszających wątków chciałbym zwrócić uwagę, że już wówczas rozprawa z ofiarami Zachodu poprzedzona została propagandowym przygotowaniem, które miało usprawiedliwiać ludobójstwo. Zupełnie jak w przypadku ostatnich agresji USA w krajach Azji.



"Hiszpanie najpierw dehumanizowali ludzi, których wcześniej nigdy nie widzieli, ale którzy powinni stać się ich ofiarami. Choć to odległa historia, czyta się to jak współczesną gazetę. "Dzika i niepokorna rasa" - oto kluczowe słowa zachodniego imperializmu od Kolumba do Busha. "Dzika" dlatego, bo nie chce być niewolnikiem "cywilizowanego" najeźdźcy. Do grona "dzikich wrogów cywilizacji" zostali zaliczeni również radzieccy komuniści. Od Kolumba, który wymyślił w 1493 roku karaibskich kanibali z okiem na czole i psimi nosami, wiedzie prosta linia do reichsfuhrera Himmlera" - twierdzi autor.

A tu tylko mała próbka tego jak opisuje metody "cywilizowania" Indian przez Hiszpanów: "Druga ekspedycja Kolumba przywiozła na Karaiby większą partię mastifów i chartów, wytresowanych do zabijania ludzi i wyżerania ich wnętrzności. Bardzo szybko Hiszpanie zaczęli karmić swoje psy ludzkim mięsem. Za szczególny delikates uchodziły żywe dzieci. Kolonizatorzy polecali psom gryźć je żywymi, często w obecności rodziców".

Oto kwintesencja "cywilizowanego" Zachodu, do którego szczęśliwie powróciliśmy 25 lat temu.

JCK

Czytaj całość: http://larichev.org/znakomtes-eto-amerika-apgrejidennaja-evropoji/

Nacjonaliści jako psy łańcuchowe kapitału

Znany ukraiński, emigracyjny publicysta Aleksandr Rogers zabrał głos w coraz bardziej aktualnej również w Polsce kwestii wykorzystywania przez kapitał formacji nacjonalistycznych i faszyzujących w celu odwracania uwagi klasy pracowniczej od rzeczywistych problemów społeczno-ekonomicznych i ich źródeł. Głównie za pomocą kierowania agresji sfrustrowanej części społeczeństwa na zastępczego wroga, różnego typu mniejszości. Warto przyjrzeć się jego spojrzeniu na ten problem.



Na uwagę zasługuje szczególnie to jak autor w przystępny, obrazowy – choć z pewnością bardzo uproszczony - sposób tłumaczy czytelnikowi, na ogół nie zaznajomionemu z teorią marksistowską, zawiłości procesów społecznych i zagadnień polityki międzynarodowej. Bazując przy tym na trafnej syntezie analizy klasowej i geopolitycznej, bliskiej myśli Immanuela Wallersteina.

Wątek poświęcony roli uchodźców w tych „knowaniach kapitalistów” nie jest wolny od kontrowersyjnego aspektu spiskowego: „Mamy superbogatą mniejszość „białych”, mamy główną masę milczących, eksploatowanych „szarych” i mamy rosnącą masę „czerwonych”, którzy mówią, że „szarzy” i „czerwoni” są biedni z powodu chciwości „białych”. Jeśli zostawić wszystko tak jak jest, to dla większości „szarych” stanie się jasne, że „czerwoni” mają rację, a później dojdzie do rewolucji i niesprawiedliwie skoncentrowane w rękach „białych” bogactwo zostanie im odebrane (jak również narzędzia władzy, za pomocą których oni grabią). Dlatego tworzy się sztuczny kryzys, w społeczeństwo „wrzuca się” miliony „czarnych” uchodźców, równocześnie wydzielając środki na stworzenie i rozwój „brunatnych”. I oto rosnąca masa „brunatnych” ryczy: „Wszystkiemu winni są czarni!”. Równocześnie próbuje dyskredytować i atakować „czerwonych”. Przy czym, jak pokazuje historia, dojście do władzy „brunatnych” w ogóle nie przeraża „białych”, ponieważ nawet jeśli „brunatni” posługują się antykapitalistyczną retoryką, to zawsze pozostaje ona tylko pustosłowiem, a w istocie służą oni posłusznie „białym” kapitalistom i bankierom. „Brunatni” starannie przemilczają i rozmywają przy tym fakt, że masowa ucieczka „czarnych” zaczęła się w wyniku imperialistycznych agresji organizowanych przez „białych”. Kto bombardował Libię, Irak, Afganistan, wspierał islamistów w Syrii? „Biali”. A w istocie większość „czarnych” to tacy sami, uciskani i wyzyskiwani, „szarzy” jak ci europejscy. Ale dla przekierowania społecznego gniewu należy ustawić na linii strzału kogoś innego, nie bankierów i polityków. Jednak jeśli jutro nagle wszyscy „czarni” odejdą z Europy, to system się nie naprawi, nierówności i bieda nie znikną, kryzysowe procesy nie zakończa się”.


Na pomajdanowej Ukrainie neonazistowskie bojówki stały się integralną częścią aparatu przemocy kapitalistycznego reżimu

Klasycznym przykładem takich manipulacji dokonywanych przez kapitalistów jest pomajdanowa Ukraina: „Na Ukrainie część „białych” oligarchów, przy wsparciu i kierowniczej roli zachodnich „białych”, wykorzystując „brunatnych”, obaliła „białego” oligarchę Janukowycza, zajmującego zbyt merkantylistyczne pozycje. A następnie, żeby zabezpieczyć swoją władzę (a napięcia społeczne na Ukrainie należą do najsilniejszych na świecie, przepaść między bogatymi a biednymi jest ogromna), zdławili „czerwonych”. Na wszelki wypadek zdelegalizowali samą ideę, a nie bezzębnych gadułów, którzy podawali się tam za „czerwonych”. Martwy „czerwony” Lenin jest dla „białych” znacznie bardziej niebezpieczny niż żywy Symonenko. Dlatego niszczą jego pomniki. Ale tego było za mało, należało otumanić ludność, żeby nie pojęła, że winę za jej nędzę ponoszą „biali” oligarchowie i „białe” elity Zachodu, grabiące Ukrainę i jej lud. Dlatego wywołali wzrost bezmyślnej „brunatnej” masy i za pomocą wściekłej propagandy skierowali wektor nienawiści przeciwko Rosjanom i Rosji. Przy czym na samej Ukrainie prawdziwie radykalnych „brunatnych” okazało się za mało, ściągają ich tam z całej Europy – z Rosji, Białorusi, Skandynawii, z innych krajów. A propaganda każdego dnia od rana do późnej nocy głosi: „Przyczyną waszej biedy są „czerwoni” i Rosjanie”. Żeby naród nie mógł się zorientować, kto w istocie go grabi”. Nawiasem mówiąc, bardzo ten opis przypomina sytuację w pewnym kraju nieco na zachód od Ukrainy...


Nabity na pal pluszowy miś symbolizujący Rosję na manifestacji liberalnej opozycji w Moskwie w rocznicę zabójstwa Borysa Niemcowa

Inaczej Rogers ocenia sytuację w Rosji, która jawi mu się jako ostoja oporu przeciw ekspansji imperialistycznego Zachodu: „Rosja już co najmniej od kilku lat próbuje wydostać się z imperialistycznego systemu-świata, ale nie poprzez wstrząsy i rewolucje, lecz drogą cichych systemowych przekształceń – miękkiej nacjonalizacji, stopniowego odchodzenia od dolara, przebudowy struktury gospodarczej za pomocą merkantylistycznych półśrodków, budowaniem alterglobalistycznych struktur. „Białym” zza Oceanu to się oczywiście nie podoba. Aby zdławić te procesy, pomalowali na brunatno na początku Gruzję, potem Ukrainę, wspierają „brunatnych” w republikach bałtyckich”. Autor zwraca uwagę, że z powodu emancypacyjnej polityki Kremla „brunatni” stali się w Rosji sojusznikiem prozachodnio nastawionej liberalnej opozycji, w istocie V kolumny zachodniego imperializmu.

„Tak oto, na kilku przykładach ukazaliśmy jak „biali” kapitaliści, bankierzy i oligarchowie na całym świecie wykorzystują „brunatnych” nacjonalistów jako swoje psy łańcuchowe. Po to, żeby „czerwoni” nie położyli kresu ich grabieży” - podsumowuje ukraiński publicysta.

opr. Jacek C. Kamiński

źródło: http://cont.ws/post/210942

Polska a Rosja - dwie drogi rozwoju gospodarczego

Czytając interesujący raport Jona Helleviga z rosyjskiej firmy konsultingowej Awara "Putin 2000 - 2014. Bilans: dywersyfikacja, modernizacja i rola państwa w rosyjskiej gospodarce" natknąłem się na fragment dotyczący Polski. Autor porównuje skutki wyboru przez władze obu krajów odmiennych modeli rozwoju gospodarki:



"Biorąc pod uwagę uwarunkowania globalnej konkurencji i obfitość taniej siły roboczej w wielu rozwijających się krajach i demograficzne ograniczenia w Rosji, niemożliwe jest - a i niepożądane - żeby Rosja stała się krajem, w którym zachodnie korporacje produkowałyby towary na eksport. Tak jak to stało się z krajami Środkowej i Wschodniej Europy. Naturalnie, to kwestia suwerenności narodowej, która w istocie niesie ze sobą określoną wartość ekonomiczną dla ludności kraju i wpływa na poziom jej dobrobytu. Niektóre z tych krajów, na przykład Polska, zademonstrowały imponujący wzrost produkcji przemysłowej i eksportu. Ale jeśli popatrzeć na rzeczywistość stojącą za cyframi, można zauważyć, że polski przemysł to linie montażowe i kooperanci dużych europejskich i amerykańskich koncernów przemysłowych. W efekcie taki model ekonomiczny nie kreuje ani wartości, ani kapitału intelektualnego. Można to nazwać kolonialnym modelem dywersyfikacji. W tym kontekście warto porównać poziom wzrostu płac w Polsce i w Rosji. Polska osiągnęła imponujący wzrost produkcji przemysłowej. Te same dane pokazują, że Rosja zademonstrowała drugi co do wielkości wzrost produkcji przemysłowej wśród rozpatrywanych krajów. Jednak jeśli spojrzeć na wzrost średniego miesięcznego wynagrodzenia, to wyłania się całkiem inny obraz. Choć oba kraje wykazują generalnie znaczący wzrost płac, to Rosja obecnie zrównała się z Polską pod względem wysokości przeciętnego wynagrodzenia. A przecież nie dalej jak w 2000 roku poziom średniego wynagrodzenia był w Polsce 6,5 razy wyższy niż w Rosji".

Wnioski, jaką drogą lepiej iść, niech Szanowny Czytelnik sam wyciągnie. Zwłaszcza, że najprawdopodobniej tendencja, jeśli chodzi o tempo wzrostu płac w obu krajach utrzyma się.

JCK

Czytaj cały raport: http://www.awaragroup.com/upload/awara-study-russian-economy-rus.pdf

Pobity banderowiec: Jakiej Ukrainy bronimy?

W Kotowsku pod Odessą miejscowi biesiadnicy pobili w restauracji umundurowanego bojówkarza z batalionu OUN, wykrzykując pod jego adresem: "Won stąd banderowcu!". Nie byłoby w tej historii nic dziwnego, bo podobne sytuacje na Południowym-Wschodzie Ukrainy zdarzają się coraz częściej, gdyby nie interesujące refleksje poszkodowanego w tym incydencie. Niejaki Ołeksandr Jaroszenko ps. "Sasza Jangoł" w wyniku odniesionych obrażeń doznał swego rodzaju olśnienia i zaczął powątpiewać w sens wojny toczonej w Donbasie.



Ale oddajmy głos samemu Saszy. "Chłopcy, którzy teraz trzymacie broń w ręku na Wschodzie, trzeba się określić. Jakiej Ukrainy my bronimy? Może prawdziwa wojna nie jest na wschodzie? Może najpierw trzeba oczyścić od "separów" tyły? Bo inaczej nigdy nie wygramy tam! Dopóki człowiek w wojskowym mundurze będzie psuć im "święto", dopóki będziemy słyszeć "banderowcu won stąd!" - napisał na swoim facebookowym profilu.

Cieszy, że po otrzymanej lekcji banderowiec zaczął trzeźwiej spoglądać na rzeczywistość, dostrzegając, że jego wojna nie cieszy się poparciem w społeczeństwie ukraińskim, ale smutne, że wniosek, jaki na razie z tego wyciągnął jest typowo banderowski z ducha - jeszcze więcej represji, jeszcze szerszy ich zasięg.

Z drugiej strony trzeba zrozumieć, że człowiek przeżył szok, bo musiał heroicznie, tylko w towarzystwie jednego druha, stawić czoła prawdziwej hordzie. "Takich świńskich, zezwierzęconych ryjów nie widziałem nigdy w życiu, nawet podczas wojny na Wschodzie. Odgryzałem się jak mogłem, ale przeciw zgrai ponad dwudziestu nieludzi nie miałem szans. W bójce po ich stronie brały udział nawet kobiety" - wspominał z trwogą. :)

Jacek C. Kamiński

źródła:
https://www.facebook.com/profile.php?id=100009616543577
http://p-p.com.ua/articles/81484/#
http://www.nakanune.ru/news/2015/12/29/22424278/

Zacharczenko: W Donbasie budujemy ZSRR

Aleksandr Zacharczenko w wystąpieniu przed Radą Ludową Donieckiej Republiki Ludowej 25 grudnia zadeklarował, że wypracowane zostały fundamenty ustroju państwa i jego kanon ideologiczny. Podstawą ustrojową młodej republiki ma być ludowładztwo, zaś jej ideologię konstytuuje zespół czterech wartości: Wolność, Sprawiedliwość, Sumienie, Równość. Zwierzchnik DRL zauważył, że słowa te układają się w skrót CCCP (ZSRR).



- Być może przyszedł czas przypomnieć, że ZSRR to ogromna część naszej historii. To był silny kraj, w którym ludzie byli szczęśliwi, w którym była przyjaźń między narodami, ceniło się miłość do Ojczyzny, kulturę i wychowanie, obowiązywał szacunek dla seniorów, troska o dzieci. Kraj, w którym zrealizowano piękne marzenia ludzi o dostępnej edukacji i opiece medycznej. I nie zapominajmy też, że to była Rosja, która w tamtym czasie nosiła nazwę ZSRR – stwierdził.

Aleksandr Zacharczenko przybliżył też rozumienie wartości stanowiących według niego fundament ideologiczny Donieckiej Republiki Ludowej (DRL). Wolność to możliwość człowieka, ludu i państwa stanowienia o sobie, ale także „przestrzeganie praw każdego człowieka i obywatela. Samodzielność myślenia, wolność wyznania, słowa, przemieszczania się” oraz „wolność mówienia w ojczystym języku i kultywowania tradycji naszych przodków”. Sprawiedliwość ma być główną cechą społeczeństwa, które republika pragnie zbudować. - W naszych czasach sprawiedliwość to równowaga praw i obowiązków jednostki, adekwatność pracy i wynagrodzenia. Sprawiedliwość to nieuchronność kary za przestępstwo, ale to także zasłużone uznanie zasług każdego obywatela - twierdzi lider DRL. W odniesieniu do kategorii sumienia Zacharczenko utrzymuje: „Żyć zgodnie z sumieniem to znaczy uczciwie pracować i nie poddawać się niskim uczuciom zawiści i interesowności. Żyć zgodnie z sumieniem to bronić słabych i bezbronnych. Żyć zgodnie z sumieniem to znaczy żyć w Prawdzie, jaką przekazali nam przodkowie”. Równość ma się wyrażać przede wszystkim w równości szans. Państwo ma kierować się zasadą: „pomagać słabym, silnych wzywać do pomocy słabszym”.

Głowa DRL twierdzi, że w republice udało się już wcielić w życie zasadę ludowładztwa. - W pełni pozbyliśmy się spuścizny oligarchicznej przeszłości i osiągnęliśmy autentyczną demokrację, transparentność władzy, równe możliwości dla każdego obywatela Republiki – przekonuje. Wyrazem tej autentycznej demokracji mają być ruchy społeczne i ich emanacja w postaci Rady Ludowej: - W odróżnieniu od działających wcześniej partii politycznych ruchy społeczne mają mocniejsze zakorzenienie społeczne, są autentycznie demokratyczną formą systemu społecznego i lepiej odzwierciedlają fundamentalną zasadę naszego ustroju państwowego: ludowładztwo.

Ważnym wątkiem wystąpienia Aleksandra Zacharczenki były słowa odnoszące się do celów walki Donbasu. - Chcę przypomnieć, że naszym celem nigdy nie była wojna z narodem ukraińskim. Walczymy i będziemy walczyć z banderowszczyzną, z ukraińskim faszyzmem, z tym wstrętnym zjawiskiem, które stało się polityką państwową Ukrainy. Ale nazistowska banda, która przechwyciła władzę w Kijowie, zostanie zmieciona, jak i cała banderowska ideologia. Będziemy świadkami pełnej denazyfikacji Ukrainy i jej wyzwolenia od faszyzmu, likwidacji unitarnego państwa i przejścia do federacyjnego lub konfederacyjnego ustroju tego kraju. W efekcie Ukraina stanie się przyjaznym nam państwem i powróci do rodziny naszych bratnich narodów. Zajdzie to całkiem prędko i właśnie ten dzień będzie można uważać za ostateczne zwycięstwo Donbasu w tej wojnie - zadeklarował.

Niezależnie od oceny, na ile opowieści Zacharczenki o demokratycznym charakterze DRL odpowiadają rzeczywistości, należy zauważyć, że w jego formule podstaw ideologicznych republiki zabrakło bardziej konkretnych odniesień co do kształtu ustroju społeczno-ekonomicznego państwa. To wciąż słaba strona nowej państwowości – niepewność czy republika pozostanie przy jakiejś formie kapitalizmu, czy też pójdzie w stronę budowy ustroju socjalistycznego, zgodnie z treścią deklaracji suwerenności z 7 kwietnia 2014 roku. Aleksandr Zacharczenko teoretycznie ma świadomość, że odpowiedź na pytanie, o co walczy Donbas musi być jasna i ścisła. Mówił o tym miesiąc wcześniej podczas telewizyjnej debaty ze studentami. - Gdy zaczynały się działania bojowe, przyczyna naszego powstania miała charakter negatywny. Odrzucaliśmy nacjonalizm, banderowszczyznę, walczyliśmy przeciwko faszyzmowi. To wszystko było przeciw. A teraz budujemy państwo i powinniśmy rozumieć o co walczymy i do czego dążymy – przekonywał. W trakcie tej debaty stwierdził również m.in., że z doświadczeń ZSRR należy czerpać konkretne rozwiązania, w tym „rady jako sposób sprawowania władzy”. Miejmy nadzieję, że dalsze prace nad ustrojem republiki będą podążały w tym kierunku.

Jacek C. Kamiński

Czytaj całość wystąpienia: https://dnrsovet.su/ezhegodnoe-obrashhenie-glavy-dnr-aleksandra-zaharchenko-k-narodnomu-sovetu/

Z Dniem Czekisty!

Dziś nasi rosyjscy przyjaciele obchodzą Dzień Czekisty. 20 grudnia 1917 roku Rada Komisarzy Ludowych RFSRR uchwaliła dekret o organizacji Wszechrosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, popularnej Czeka. "Głównym inicjatorem tego był Włodzimierz Lenin, a kierował nią legendarny "Żelazny Feliks" - Dzierżyński" - przypomina rosyjski portal Nakanune.ru.



"Czeka istniała zaledwie kilka lat, ale ogrom zadań, jakie przyszło jej wypełnić w autentycznie nadzwyczajnych okolicznościach był kolosalny. (...) Dzięki niewiarygodnej energii i pracowitości tak samego Dzierżyńskiego, jak i jego współpracowników, w ciągu zaledwie kilku lat można było stwierdzić, że zostały zlikwidowane podziemne organizacje, które tworzyły spiski przeciw władzy bolszewików, praktycznie wypleniono pospolity bandytyzm, zlikwidowano "bezprizorność" dzieci, zabezpieczone zostało zwycięstwo Armii Czerwonej w wojnie domowej, w której - przypomnijmy - uczestniczyli zagraniczni interwenci. A przede wszystkim, stworzona została baza i podstawy dla pełnowartościowej służby bezpieczeństwa młodego państwa radzieckiego. (...) Nie wszystko szło gładko, dostawali się w szeregi organów także ludzie, którzy nie spełniali wysokich kryteriów Dzierżyńskiego, podkreślającego, że "czekista powinien mieć gorące serce, chłodną głowę i czyste ręce". Były ekscesy, były różnego rodzaju błędy, ale generalnie swoje zadanie Czeka wykonała" - ocenia redakcja.

Podsumowując cały okres działalności radzieckich tajnych służb historyk Aleksandr Kołpakidi zwraca uwagę, że zbyt wiele uwagi w tym kontekście poświęca się represjom lat trzydziestych. "Wiele mówi się o gułagu, choć w odniesieniu do lat 50.-60.-70. nie ma sensu o tym mówić, bo niczego takiego już nie było. Nie rozumiem, po co na to złorzeczyć, po co wciąż rozgrzebywać tę ranę, zmuszać nasz naród do ciągłego kajania się. O tym wszystkim już dawno napisano, można to znaleźć w każdej bibliotece. Zamiast dociekać, co w istocie się wydarzyło organizacje typu "Memoriał" rozdmuchują temat w celu realizacji swojego małego interesu. Nie jest tajemnicą, że ten interes wspierany jest z zagranicy i nie sądzę, że przez przyjaciół naszego kraju, a raczej przez wrogów" - twierdzi.

JCK

Czytaj całość: http://www.nakanune.ru/articles/111240/#sthash.jSIx5W53.dpuf

Ukraińska dziennikarka przeszła na stronę Donbasu

Kolejny przypadek osoby służącej dotąd kijowskiej juncie, która przeszła na stronę republik ludowych Donbasu. Tym razem to dziennikarka lokalnej telewizji "Irta" Ałła Gruszko. Wróciła do Ługańska, skąd pochodzi i gdzie do zwycięstwa Euromajdanu znajdowała się siedziba tego kanału telewizyjnego. Po proklamowaniu Ługańskiej Republiki Ludowej właściciel "Irty" Władimir Łandik (były deputowany Partii Regionów) przeniósł siedzibę telewizji do znajdującego się pod okupacją wojsk kijowskiej junty Siewierodoniecka.

Ałła Gruszko twierdzi, że miała już dość cenzury i nacisków ze strony właściciela stacji. Ten ukraiński oligarcha, były "regionał" wymagał od dziennikarzy, aby natarczywie reprezentowali w programach informacyjnych i publicystycznych stanowisko kijowskiej junty Poroszenki. Nie była także w stanie dłużej wytrzymać negatywnego nastawienia do dziennikarzy mieszkańców aglomeracji lisiczańskiej, której częścią jest Siewierodonieck.



Na terenie Ługańskiej Republiki Ludowej telewizja "Irta" została znacjonalizowana już w czerwcu 2014 roku. Na jej bazie powstał państwowy holding informacyjny ŁRL. „Należący do oligarchy holding informacyjny (...) rozpoczął informacyjną wojnę przeciwko Ługańskiej Republice Ludowej. Jak uważają w kierownictwie ŁRL, przyczyną takiego nastawienia stał się kurs na nacjonalizację gospodarki, który w ślad za Doniecką Republiką Ludową przyjęła i ŁRL" - informował wówczas korespondent rosyjskiej agencji "Regnum".

Jacek C. Kamiński

Zobacz wywiad z Ałłą Gruszko: https://www.youtube.com/watch?v=cl2cLr5wAhI&feature=youtu.be

Ukraińcy sabotują dekomunizację

Dekomunizacyjne zapędy kijowskiej junty zaczynają budzić sprzeciw także na Centralnej Ukrainie. W Szczorsie w obwodzie czernichowskim rada rejonowa jednogłośnie odrzuciła propozycję zmiany nazwy miasta na przedrewolucyjny Snowsk. Radni wystąpili z wnioskiem o wyłączenie Szczorsa z listy miejscowości podlegających zmianie nazwy.



Miasto Szczors zostało tak nazwane w 1935 roku na cześć legendarnego bolszewickiego dowódcy ukraińskiego z okresu wojny domowej Mykoły Szczorsa (1895-1919), który stamtąd pochodził. W lutym 1919 roku jako dowódca Pułku Bohunowskiego Ukraińskiej Armii Czerwonej odbił z rąk petlurowców Kijów. W marcu 1919 roku, w wieku 23. lat, został mianowany dowódcą 1. Ukraińskiej Dywizji Radzieckiej, która pod jego dowództwem zajęła Żytomierz, Winnicę i Żmerynkę, a następnie rozbiła główne siły wojsk Petlury w rejonie Sarn, Równego, Brodów i Płoskirowa.


Mykoła Szczors

Nieco wcześniej niż radni Szczorsa zbuntowała się rada miejska Czernichowa - 28 sierpnia odrzuciła projekt ustawy o zmianie nazwy 23 ulic, których patronami są wybitni bolszewicy lub działacze radzieccy. Niepokorni okazują się także radni Zaporoża, którzy już od kilku miesięcy sabotują próbę rozbiórki tamtejszego pomnika Włodzimierza Lenina.

Ustawa o dekomunizacji, która weszła na Ukrainie w życie 21 maja 2015 roku, nakazuje m.in. zmianę nazw miejscowości, ulic i placów oraz likwidację pomników związanych z ideą komunistyczną i historią ZSRR.

Jacek C. Kamiński


źródła:

http://www.0462.ua/news/951965

http://www.0462.ua/news/941711

http://ukraina.ru/news/20150807/1013894970.html